Zawsze się wkurzam gdy wchodzę na jakiegoś bloga, który okazuje się być pusty. No, może to tylko irytacja, nie przesadzajmy. Po prostu czasem szkoda, że tyle ludzi rezygnuje. I nie wiadomo po co zakładają te blogi. Paradoksalnie jestem w grupie tych osób. Nie wiem czy to słomiany zapał, brak czasu (najgorsza wymówka świata, wiem) czy może brak chęci (w sumie to wiąże się to ze słomianym zapałem). Tak było w przypadku kilku blogów. Potem próbuję wracać, ale mi się nie udaje (byłam młoda i głupia). Tym razem chyba nie byłam w stanie pisać. Założyłam LAND WITHOUT TEARS właśnie dlatego, bo (jak nazwa podpowiada) chciałam pisać i dzielić się z czytelnikami optymizmem, szczęściem, uśmiechem. A jak można pisać o szczęściu nie będąc szczęśliwym? Musiałam coś zmienić w swoim życiu. A raczej w swoim umyśle, strefie duchowej.
Nie można tęsknić za czymś co się nie wydarzyło.
Nieważne. Ważne, że jest taki moment kiedy wszystko wraca do normy.
Nieważne ile to trwało, ważne, że się skończyło. I to nawet nie moja zasługa.
I kiedy już mam to za sobą, jestem.

